Jan Wielec (Orruk Warclans - Kruleboyz)
Tarkk Toofshield: Zębia Tarcza, Błyskawicożerca, okrutny zabijaka z brutalną sprytnością i sprytną brutalnością, który pluje na najgroźniejsze bestie ośmiu światów i powala je jednym ciosem (niektórzy pośród jego orruków szepczą że zródłem tej antypatii jest brak talentu Tarkka do ujeżdżania choćby najpotulniejszego sępa czy najgłupszego troggotha), przybył do Thyrii. Ta kraina, pełna gęstych borów i ciemnych bagien, idealnie nadaje się do nowej bazy Kruleboyzów w Everspring Swathe, jednak wpierw Tarkk musi wypędzić z niej wszystkich nie-zielonych którzy pragną jej mocy. Za Toofshieldem idzie jego banda orruków, w tym podrzędni bossowie, zwabieni możliwością dobrej, nieuczciwej walki, i co z tym idzie, sławy i rabunku. Jednak Tarkk nie jest prostym brutalem, choć samym machnięciem swojego Hacka potrafi rozłupać ogora od stóp do głów: w zanadrzu trzyma Oko Morka, święty kamień podarowany mu przez wielkiego szamana Gobsprakka, dzięki któremu Tarkk włada nad bagnistą mgłą i powoduje jej powstanie w zakamarkach Thyrii. Im dalej rozplemi się Morkowska mgła, tym więcej orruków i ich podopiecznych dołączy do Tarkka. On nie zadowoli się jednak samą Thyrią: wygrana w tej kampanii będzie tylko pierwszym etapem planu który kończy się Tarkkiem Toofshieldem, Killabossem Killbossów, prowadzącym wielkie WAAAAGH! które pogrąży cały Ghyran w bagnie i mgle.
Przynajmniej taki plan.
Anton (Disciples of Tzeentch)
Korowód Płonącego Umysłu
W dusznych, skażonych ostępach Ghyranu krąży widmo, przed którym drżą nawet mroczne pomioty – Tza’neth, the Burning Mind. Dawniej zwykły szaman Tzaangorów, w swym pociągu do zakrzywiania przeznaczenia rzucił wyzwanie samemu Architektowi Losu. W nagrodę za tę pychę Tzeentch spowił jego umysł wiecznym pędem: Tza’neth nie potrafi się zatrzymać, a fizyczny bezruch oznacza dla niego zamrożenie percepcji i powolny rozpad. Niesiony furią demonicznych płaszczek – Szybkiego i Wściekłego – ślizga się na swym rydwanie ponad ściółką, wiedziony wizją legendarnego Zegara bez Wskazówek, który ma ujarzmić jego szaleństwo.
W głębi dzikich puszcz jego drogę przecięła inna siła – zorganizowana banda fanatycznych Kairic Acolytes, którymi dowodził Curseling, Eye of Tzeentch. Badając tutejsze anomalie, Curseling spojrzał na pędzącego szamana swoim pasożytniczym okiem i pojął, że owa "klątwa" to w istocie boski znak oraz wyższa próba. Zamiast walki, zaoferował przymuszonemu do jazdy Tza’nethowi potęgę swych sług.
Odtąd podążają razem przez zielone piekło Blighted Wilds, gdzie każdy krok to walka z czasem i przeznaczeniem. W ich cieniu powleka się jedynie Chaos Spawn – bezkształtna, zmutowana masa dawnych błędów, domykająca ten mroczny, nieustający pochód.
Próba w obozie wroga
Gdy zwiadowcy bandy wyśledzili obozowisko wyznawców Hashuta, których okrutne machiny wojenne napędzane były zniewolonymi demonami, Tza’neth i jego ludzie postanowili uderzyć znienacka. Pędzący na czele Tzaangor Enlightened ruszyli w sam środek wrogiego obozu, by rzucić się na generała. Lecz w ułamku sekundy ich ciosy omsknęły się w próżnię – Tzeentch zadrwił z ich żądzy prostej rzezi, pokazując, że prawdziwym celem jest coś innego. Pomijając bezowocny pojedynek, lotnicy dotarli do skrytki z uwięzionym demonem. Zamiast go niszczyć, zaoferowali mu wolność w zamian za pakt – a ten, pałając nienawiścią do swych dotychczasowych oprawców, dobrowolnie oddał się w służbę pędzącej bandy, pieczętując ich triumf.
Gdy kurz bitewny opadł, Tza’neth wtopił swego nowego, ochotniczego sojusznika w sam środek wzniesionego przyczółka: potężnego kryształu osadzonego na platformie, który z głuchym zgrzytem przebił podłoże Ghyranu od spodu. Uwięziona w nim istota stała się żywym sercem tej mistycznej anomalii, zasilając pędzącą domenę nową, dziką mocą.
Nocny podchód i pęknięcie losu
W kolejnym starciu obozy bandy Tza’netha i Kruleboyz stanęły naprzeciw siebie w gęstej, skażonej nocy. Żadna ze stron nie ryzykowała rozbicia nienaruszonego szyku, tocząc ciche podchody wokół pulsującego na niczyjej ziemi artefaktu i próbując podstępem wepchnąć go na terytorium wroga. Podczas drugiej nocy, gdy ładunek tkwił już niemal na krawędzi obozu orków, z mroku wyłoniły się spóźnione posiłki Monstakillaz, uderzając z flanki i brutalnie odbijając artefakt w głąb pola starcia.
Trzeciej i czwartej nocy lecący na dyskach Tzaangor Enlightened rzucili się w śmiertelny wir walki. Krwawiąc pod ciosami Kruleboyz, uwięzili wroga w szachu i kupili cenny czas, aż pędzący na krawędzi obłędu Tza’neth w porywie woli dopadł artefaktu, ostatecznie przepychając go w trzewia obozowiska orków i wyrywając zwycięstwo z rąk zielonoskórych.
Tak drastyczna wolta losu – od groźby klęski po heroiczny triumf – wywołała wyrwę w przestrzeni, która przyciągnęła czujne oko Gaunt Summonera. Zmaterializował się bezszelestnie, lewitując nad ociekającą krwią ziemią spowity czarnym dymem; zaintrygowany hartem ducha generała i skokiem przeznaczenia, zstąpił w szeregi bandy, stając u boku Curselinga z własnej, chłodnej kalkulacji.