Bonuspl (Host of the Witch-King)
Barrow Wighty będą glebować waszych bohaterów za 200 pkt ;)

Falandar (Harad)
Mumak, który poszedł własną drogą”
(Opowieść, którą Haradrimowie opowiadają przy ognisku — jedni ze śmiechem, inni z rezygnacją.)
W południowych piaskach, tam gdzie wiatr śpiewa jakby sam był karawaną duchów, żyła kompania Haradrimów zwana Szkarłatną Trąbą. Nazywali się tak nie bez powodu — w ich szeregach służył bowiem mumakil o imieniu Barukhan, ogromny jak wzgórze i uparty jak… no cóż, jak każdy mumakil.
Był chlubą armii, postrachem wrogów i największym problemem dowódców.
Barukhan miał bowiem jedną, bardzo poważną wadę: myślał.
Nie dużo, nie szybko… ale wystarczająco, by mieć własne opinie.
A w opiniach mumakili najważniejsze są trzy rzeczy:
jedzenie,
odpoczynek,
brak ludzi krzyczących mu do ucha podczas bitwy.
I właśnie te trzy elementy doprowadziły pewnego dnia do wielkiej zmiany.
W przeddzień wielkiej bitwy dowódca Szkarłatnej Trąby, generał Razhad, próbował przeprowadzić naradę. Na środku obozu rozłożono mapy, chorążowie stali wyprostowani, łucznicy słuchali uważnie… i tylko Barukhan stał z boku, żując spokojnie jedną z lin nośnych od wieży bojowej.
Razhad westchnął ciężko.
– Barukhan, proszę cię. Jutro ruszamy na północ. Będziesz miażdżył szeregi wroga, siać postrach, chwała Haradu… no wiesz. Twoje ulubione zajęcia.
Barukhan zatrzymał żucie. Spojrzał na generała. Trąbnął krótko i stanowczo.
– Co to miało znaczyć? – spytał Razhad.
Opiekun mumakila podrapał się po głowie.
– Panie generale… on mówi, że nie.
– Nie… co?
– Po prostu "nie". Jutro ma wolne.
W obozie zapadła cisza tak głęboka, że nawet wiatr przestał dmuchać, jakby czekał na dalszy ciąg.
– Mumakil… ma wolne?! – ryknął generał.
Barukhan trąbnął jeszcze raz, tym razem w sposób nieznoszący sprzeciwu, odwrócił się i… odszedł. Powoli, spokojnie, dostojnie — w stronę pustyni, gdzie słońce odbijało się od piasku jak blask nowej drogi życiowej.
Trzech zwiadowców próbowało go gonić.
Dwóch się zgubiło.
Trzeci wrócił po dwóch godzinach i oznajmił:
– Panie generale… Barukhan powiedział, że wróci, gdy świat przestanie go wykorzystywać jako mobilną taranowo-koszącą platformę.
Generał spojrzał na mapy. Spojrzał na opiekuna. Spojrzał w stronę horyzontu, gdzie jeszcze widać było kurz po odchodzącym kolosie.
I tak oto Szkarłatna Trąba wyruszyła na kolejną kampanię bez swojego mumaka.
Chorążowie musieli iść pieszo.
Łucznicy stracili swoje ulubione miejsce widokowe. Na dodatek zostali przydzieleni do jakiegoś syczącego wariata ubranego na czarno.
A generał Razhad co wieczór klął, patrząc na puste miejsce w szyku.
Jednak mimo narzekań wszyscy przyznawali jedno:
– Barukhan zrobił to, o czym każdy z nas czasem marzył.
– Zniknął na kilka tygodni? – pytano.
– Nie. Wziął urlop i nikt mu go nie odmówił.
Mówią, że Barukhan widziany był później na południowych stepach, jak taplał się w błotnej oazie z innymi młodymi mumakilami, ucząc ich sztuki lenistwa i filozofii „żyj wolno, depcz rzadko”.
Kiedy wróci?
Nikt nie wie.
Kiedyś opiekun rzucił:
– Jak się znudzi spokojem. Czyli… prędzej czy później. Ale raczej później.
A armia?
Armia musiała sobie radzić.
