Maslo (Grand Army of the South)
Na pustynnych rubieżach, gdzie słońce spala ziemię na barwę wypalonego złota, rozbrzmiewały bębny wojny. Z dalekiego Południa, zza piasków i krain cynamonu, ku północy wznosiła się armia tak liczna, że jej kurz przesłaniał gwiazdy. Na czele jej kroczył Złoty Król — władca o spojrzeniu jak roztopiony bursztyn, w którego skarbcu biły się o miejsce całe rzeki złota i drogich kamieni. Szaty jego mieniły się jak wschodnia zorza, a każdy ruch sypał iskrami zbrojonych pierścieni. Otaczała go gwardia wybrana spośród synów pustyni: muskularni, o śniadej skórze, odziani w jedwabie i brązy, zdobione złotem i drogocenną stalą. Nie nosili tarcz — ich ciała i włócznie były ich jedyną obroną. Strzegli królewskich karawan, których ładunki stanowiły miód, kadzidła i kruszec na łapówki dla sprzymierzeńców i zdradzieckie pułapki dla wrogów. Za nimi maszerowali Haradrimowie, synowie piasku, dzierżący włócznie zatopione w truciznach, których sama rana — choć drobna — oznaczała śmierć w męczarniach. Niósł się ich śpiew bojowy, niski i chrapliwy, napełniając serca przeciwników grozą. Od zachodu nadciągały czarne żagle — to Dalgamyr, bosman korsarzy z Umbaru, wiódł swą śmietankę kuszników. Mówiono, że każdy bełt jego ludzi znajduje serce wroga, choćby krył się on za tarczą z żelaza. Ciche, świszczące deszcze śmierci spadały z ich kusz, nim wróg zdołał dostrzec błysk mosiężnych mechanizmów. Tak zbierała się potęga Południa, jakiej od stuleci nie widziano. A cienie ich chorągwi, haftowanych w słońca i płonące lwy, sunęły na północ — ku krainom zielonym, bogatym, lecz nieprzygotowanym na burzę, jaka nadciągała z piasków.

No battle report for this game yet.




