Score— - —
1 - 4
Data source:
ChampionsHub
Arnor · Smoki Południa: Smog Wawelski
Place
emoji_events 3
Points
0
W / D / L
0/ 6 /0
W głębinach Morii, tam gdzie powietrze dawno zapomniało smak światła, a skała pachnie starą krwią i żelazem, czai się coś, o czym rozsądny człowiek nie powinien nawet szeptać. Podziemia zdają się żyć własnym, ponurym rytmem — bije on z głębi kamienia, jakby samo wnętrzności góry dyktowały takt nadciągającej zagłady. Bębny. Powolne, przepastne, niosące się przez tunele niczym echo przepowiedni, której nikt nie chce usłyszeć. „Doom… doom… doom…” — to nie dźwięk. To wyrok. A w samym sercu tego przeklętego labiryntu czai się on — płomień dawnej ery, cień ognia, który nie powinien przetrwać końca świata, a jednak tkwi tu, uwięziony jak gniew, którego nikt nie zdołał ugasić. Balrog. Demon, którego imienia nie wypowiada się głośno, by nie zwrócił uwagi. Jego skrzydła są jak całuny dla tych, co patrzą, a jego oczy jarzą się jak rozżarzone węgle w kuźni, w której sam strach jest materiałem do obrabiania. Żadna stal go nie zatrzymała. Żadna broń, choćby błogosławiona, nie była w stanie choćby drasnąć skóry utkanej z żaru i nienawiści. Wokół niego, jak banda karłów oddających cześć własnej zagładzie, uwijają się gobliny — drobne, poskręcane, o oczach jak złe iskry i zębach ostrych jak niechciane prawdy. Krzątają się, biegają, wspinają po kamieniach, tupią, syczą, ryczą… Niby nędzne kreatury, ale w tej hordzie tkwi coś gorszego niż potworność — tkwi nieznajomość strachu. One idą zawsze naprzód. Zawsze w dół. Zawsze w ciemność. Podążają za demonem jak mrówki za królową, choć wiedzą — a może nie wiedzą — że najbliższym ich losem jest zginąć z jego ręki, stopy, albo płomienia, który spala ich tak samo ochoczo jak wszystko inne. A jednak biegną. A jednak służą. A jednak czekają. Bo w tej górze, przeklętej od fundamentu po czubek, czai się los gorszy niż śmierć dla każdego, kto odważyłby się zbliżyć. Podziemia Morii nie witają gości — one ich pożerają. Z początku powoli: echo kroków, powiew chłodu na karku, zapach wilgoci skradzionej ciału poległego. A potem nagle, gdy człowiek zda sobie sprawę, że nie jest tu sam… jest już za późno. Tu, w cieniu Balroga, nawet nadzieja drży. A od bębnów — tych rytmicznych, nieubłaganych, zbyt równych, by mogły być dziełem żywych istot — drży samo serce góry. I drży każdy, kto ma dość głupoty, by zejść choć krok za daleko.

No battle report for this game yet.