Score2 - 0
5 - 0
Data source:
ChampionsHub
Battle of Fornost · The Last Table Alliance
Place
emoji_events 26
Points
2
W / D / L
1/ 5 /0
Stare baby przy ognisku mawiały, że są na świecie takie noce, których lepiej nie wspominać, a jeśli już — to szeptem, z dłonią zaciśniętą na różańcu i oczami wbitymi w ziemię. A my… myśmy jedną z takich nocy widzieli. Bo przyszła ciemność, gęsta jak kożuch na zsiadłym mleku, i niosła ze sobą coś, co ściskało gardło i gasiło wszelką odwagę. Nie wiatr to był, nie burza, nie halny — choć i halny potrafi biedakowi rozum wysuszyć. To coś biegło przez śnieżne stoki i zamarznięte trakty, dudniło o ziemię łapami, że aż szyby w chałupach dzwoniły jak dzwonki na karkach pastuchów. Pierwsze przyszły wilki. Nie takie zwykłe, co to kury duszą czy owcę chapną — o nie, te były wielkie jak cielaki, oczy miały czerwone jak żar w palenisku, a futra zmierzwione jakby im się ogień w nich wylizał. Szły ławą, równym, złowrogim krokiem, w ciszy, w której słyszało się własne serce. Za wilkami przyszły wargowe maszkary. Pysk ich jak ze złego snu: szeroki, zębaty, tyle w nim siły, że człowieka w pół przegryźć by mogły, gdyby im przyszło do głowy. Każdy z nich poruszał się jak cień bez pana: cicho, szybko, z chytrym błyskiem w ślepiach. A potem… potem odezwały się wilkołaki. Ich ryk niósł się nad wsią jak krzyk rodzącej ziemi. Wysokie, kościste sylwetki biegły na dwóch, potem na czterech łapach, potem znów na dwóch — i nikt nie potrafiłby rzec, w którym momencie człowiek kończył się, a bestia zaczynała. I wreszcie pojawił się on. Największy z wszystkich wilków, jakiego ludzkie oko widziało. Dźwigał na sobie blizny tak gęste, że można by nimi mapę wojny nakreślić. Jedno oko miał zakryte bielą — zgasłe, martwe, a jednak patrzące mocniej niż niejedno żywe. Stary, doświadczony, piekielny weteran setek potyczek i tysiąca mrocznych nocy. Mówili ludzie, że on jeden potrafi skłonić wilkołaki do posłuszeństwa, że jego wycie rozcina mgły i przebudza stare duchy lasu. A tamtej nocy prowadził chmarę jak król wojny. Szli za nim, dziesiątki i setki, a śnieg pod ich łapami kruszył się jak szkło. I choć pędzili, nikt nie słyszał ciężkiego oddechu — jakby była to nie wataha zwierząt, lecz widmo, przeklęte i nieprawem do naszego świata przyzwane. Wieśniacy, co tę noc przeżyli, zaklinają się, że bestie mijały chałupy bez choćby spojrzenia, jakby gnały ku czemuś, co wzywało je spoza ludzkich spraw. A jednak każdy, kto wtedy nie spał, czuł na karku dotyk zimnego, drapieżnego spojrzenia. Czuł, że gdyby tylko temu jednemu wilczemu wodzowi zachciało się skręcić w stronę ludzkich domostw, nie zostałby tu ani pies, ani kura, ani człowiek, co by mógł zaświadczyć. Tak mówią starzy. Tak straszą dzieci, żeby po zmroku do lasu nie lazły.

No battle report for this game yet.