Turn 1
rozpoczyna sie na wesoło - crushery nie zdają impetousa, zastanawiam się czy mogę to jakoś przerzucić i hmmm chyba nie, jazda do przodu. Jazda strzela i ucieka za własną linię. Ten rzut własciwie ustawia całą bitwę i wymusza dalsze ruchy demonów. Furie (niepomalowane) pcham do środka (co się potem okaże wado-zaletą nie przewidziałem szarży COK), czerwone furie nieco do przodu. Flamery mają fajny kurwidołek w lesie i tam sobie grzecznie siedzą. Blodek natomiast zajmuje pozycję do skontrowania smoka - który już przebiera łapkami myśląc, że zmieli crushery... :) Armata wbija 2 rany (chyba) w smoka, flamery wypalają szybką jazdę. DE Na początku tury magiczka wrzuca wszystkie 3 czary wspomagające na COK - chcą krwi... "but the power of the ring cannot be undone" :P demony rzucają "6" na demoniczne sprawunki i mają warda 4+ na tą turkę, Smok i główny oddział COK z magiczką szarżuję w crushery (one kontrszarża), drugie COK szarża w furie. Witchki nie dają rady doszarżować rzucając dwie jedynki. skirmiszerzy się nie zbierają. Champion crusherów i cold one-ów się pojedynkują i tu zaczynają się śmiechoty (Ajax coś zapomina - swoje buffy - co chyba jednak nie zmieniło by tak wiele bo wardy szły zawodowo). Champion COK pada. Lord DE, smok i pozostałe COK niewiele robią (chyba 4 rany łącznie). W odpowiedzi herald khorna składa 2 cold one'y killing blowem (wiem wiem mam też wbudowany cleaving blow ale killing blow brzmi piękniej), finał jest taki, że pada 1 crusher, wszystkie coldłany, zostaje na placu smoczur z magiczką. Brejk i stoimi.... czekamy na blodzia Na drugiej flance mimo poteżnych strat (pada łącznie 9 furii, 1 COK) udaje się nie rozsypać i utrzymać flankę.









